يتم التشغيل بواسطة Blogger.

السبت، 1 أغسطس 2015

Minusy życia w Ameryce.


// ENGLISH VERSION HERE //


Hejka!

Dziś post ciut inny i pewnie się nie spodziewaliście, że i taki pojawi się u mnie na blogu, skoro ja taka zakochana w Ameryce, nie? No ale wiecie, nie ma to znaczenia, bo to tak jak w związku - kocha się drugą osobę, ale czasem ma się z nią problemy. Wiele ich nie będzie, ale to zawsze coś. Jeśli jesteście zainteresowani to czytajcie dalej, a jeśli macie swoje własne pomysły lub jakieś pytania, to piszcie śmiało w komentarzach :)


1. Droga opieka medyczna.
Dobra, na moje aktualne ubezpieczenie nie mogę narzekać, bo jest naprawdę super, ale jakbym go nie miała to ostatnio za kilka badań kontrolnych, które robiłam musiałabym zapłacić $1,614 (końcowo musiałam zapłacić tylko $25, bo wszystko pokryło mi ubezpieczenie). 
Pomyślałam, że podam Wam kilka przykładowych cen, żebyście mieli jakieś tam pojęcie. Głównie przyda się to pewnie tym, którzy wybierają się do Stanów. Ogólnie nie ma raczej sensu przeliczać na złotówki, bo ludzie tutaj zarabiają inaczej...
Poszłam do dentysty mając kupon z Groupona (polecam!), bo wtedy jeszcze miałam ubezpieczenie z agencji i za Groupona zapłaciłam $45. Okazało się, że musiałam mieć trzy małe plomby, za które zapłaciłam w sumie $390 (czyli $130 jedna). Czasami mówi się, że np. dla au pair lepiej byłoby polecieć do Polski, wyleczyć zęby i wrócić do USA, niż leczyć zęby w USA. Czasami faktycznie jest to prawda i w taki sposób wyszłoby taniej (ubezpieczenie au pair nie pokrywa kosztów leczenia stomatologicznego), ale nie zawsze! Myślenie, że w każdym przypadku jest tak samo jest niestety błędne.
Pisałam Wam o tym już, więc przytoczę tylko tym, którzy nie czytali. W zeszłym roku, gdy byliśmy w Washington D.C. trafiłam do szpitala, w którym widział mnie jeden lekarz, miałam kroplówkę, jakieś leki, spędziłam tam ok. 5-6 godzin no i byłam zabrana tam karetką. Później dostałam kilka rachunków i w sumie wycenili mi to wszystko na ok. $4,500, z czego ubezpieczenie, które wtedy miałam będąc w agencji au pair pokryło mi ok. $900, więc ja zapłacić musiałam $3,600.
W internecie czytałam, że za wyrwanie jednego zęba bez komplikacji to cena od $75 do $300 w zależności od miejsca zamieszkania, gabinetu, znieczulenia. W razie gdyby to było coś co trzeba zrobić od razu (np. wieczorem czy wchodząc między innymi pacjentami) od $300 do $450. Wyrwanie zęba mądrości bez komplikacji to koszt od $75-$200, w razie komplikacji może skoczyć nawet do $600 za jednego zęba.
Alicia w ostatnim czasie miała 5 wizyt u stomatologa i zliczony koszt wszystkiego to ok. $700 z czego ubezpieczenie pokryło właściwie 95% całości.
Naturalny poród to koszt ok. $2,600 bez komplikacji, a cesarskie cięcie to koszt ok. $4,500 również bez komplikacji bez ubezpieczenia. Doliczyć do tego trzeba też cała opiekę medyczną, wizyty u lekarza, itp. Oczywiście zależy w jakim szpitalu, bo można też zapłacić i $20,000 za poród naturalny bez komplikacji. Drogo? No trochę drogo.
Jeśli ma się dobre ubezpieczenie, to często pokrywa całość lub zostawia do zapłaty jakieś drobne. W razie braku ubezpieczenia czasem ma się poważny problem, ale często szpitale starają się pomóc i oferują przeróżne plany lub czasami nawet umażają 50% kosztów.
Ostatnio przeczytałam, że Stany Zjednoczone są krajem, w którym ludzie wydają najwięcej pieniędzy na leczenie nowotworów na świecie. Powiem Wam, że nie wiem czy ma to sens, skoro tutaj jest o wieeeeele więcej ludzi niż w takiej Polsce... Oczywiste jest to, że skoro ludzi jest o wiele więcej to i zachorowań jest więcej, więc pieniędzy również wydaje się więcej. Nie wiem, ja sobie tak to wytłumaczyłam.
Moja wskazówka przy okazji: jeśli szukacie w USA jakiegoś lekarza, to zamiast pytać na forach w necie czy opierać się tylko na tym, co ja napisałam, po prostu dzwońcie do danego gabinetu, bo jak sami widzicie ceny różnią się bardzo i spowodowane jest to przeróżnymi czynnikami. Wskazówka numer 2: jeśli nie macie ubezpieczenia to nie chorujcie poważnie ;)


2. Duże odległości do czegokolwiek...
...jeśli nie mieszka się w mieście, bo w tym przypadku to raczej nie ma problemu ze spacerami czy też transportem publicznym. Na obrzeżach dużych miast i ogólnie w tych mniejszych miejscowościach spacerować raczej ciężko, bo zazwyczaj chodniki są TYLKO na osiedlach i przy otwartych centrach handlowych (sklepy na zewnątrz). U mnie jest tak, że musiałabym iść po trawie i pagórkach, których tu pełno, więc nie jest to zbyt wygodne. Poza tym tutaj to jest tak rzadkie, że co chwilę ktoś by się zatrzymywał pytać czy nie potrzebuję pomocy i akurat z tym mam już doświadczenie. Do najbliższego sklepu spożywczego mam jakieś 7-8 minut autem, jest to niecałe 9km w jedną stronę. Jakoś nie wyobrażam sobie iść tak z siatami pełnymi jedzenia. Poczta jest w innym miejscu niż sklep, ale odległość jest taka sama. Najbliższy park z jeziorkiem jest obok poczty. Do fryzjera jadę 20 minut, na pieszo wyszłoby ok. 3 godziny z tego, co mówi mi Google (16,5km i znowu - po poboczu, gdzie piesi nie mają prawa przebywać). Najbliższy Starbucks - 2,5h na pieszo (13min autem). Wiecie, o co mi chodzi, nie? Wiem, że pewnie dla niektórych z Was tak żyło się też i w Polsce, ale ja w Warszawie WSZYSTKO czego potrzebowałam miałam w odległości 5 lub maksymalnie 10 minut na pieszo, więc dla mnie to była duża różnica. Dlatego też nie lubię, jak niektórzy uważają, że Amerykanie są tacy leniwi, bo oni to wszędzie jeżdżą autem. A no jeżdżą, bo inaczej ciężko, a na spacer to ja sobie mogę wyjść naokoło osiedla :) 


3. Różnice klimatu.
Tutaj problem może być w sumie wtedy, gdy np. ktoś z Georgii musi polecieć w listopadzie do np. Maine i nagle zorientuje się, że nie ma żadnych cieplejszych ciuchów, a jedyne "cieplejsze" buty to trampki. No niestety, ja nie mam w ogóle zimowych ciuchów, tzn. mam jedynie płaszcz, w którym przyleciałam do USA i który założyłam może kilka razy, jak nie miałam nic innego. W tym momencie, gdy to pisze u mnie jest 37 stopni Celsjusza w cieniu, a w Idaho (na północy USA) jest 13. Oczywiście nikogo to nie powinno dziwić, bo ten kraj jest ogromny, ale w sumie to taka ciekawostka. Kolejną ciekawostką niech będzie to, że w Kalifornii jest zazwyczaj zimniej niż u mnie ;)


4. Brak emerytur.
Czy to jest minus dla mnie? Nie wiem, na razie nie, ale wiele osób w internecie na to narzekało, więc pomyślałam, że o tym wspomnę. Przedstawiając to najprościej jak się da i na podstawie tego, co mówiła moja nauczycielka jak chodziłam na kurs - to czy pracownik dostanie emeryturę to decyzja pracodawcy. Nie ma tu czegoś takiego jak ZUS i emerytury zdarzają się rzadko, więc większość ludzi zwyczajnie odkłada pieniądze na starość - bo mają z czego odkładac - i w razie jakiejś awaryjnej sytuacji. Zdarza się jednak tak, że jedna osoba może mieć nawet i 5 emerytur, jeśli zmieniała pracę kilka razy i miała takie szczęście, że tak fajnie się udało.


5. Ogromne supermarkety.
Czasami tęsknię za takimi małymi warzywniakami, gdzie mogłam wejść na dwie minutki, wziąć co potrzebuję, wyjść. Tutaj nie mam takich małych sklepów i wszystkie to spore supermarkety, w których czasami spędzam dwie godziny szukając tego, czego potrzebuję. Ostatnio się wycwaniłam i włączam sobie stronę internetową danego sklepu, bo szukając produktu online zazwyczaj pokazuje Wam, w której alejce się on znajduje. Polecam!


6. Upały.
Pogoda w lato w Georgii jest... Hmm, do wytrzymania co prawda (klimatyzacja wszędzie!), ale jest strasznie, strasznie gorąco. Codziennie po ok. 45 stopni. Ja wiem, że czasami temperatura odczuwalna na słońcu zazwyczaj w Polsce też może sięgnąć prawie tyle, ale powiem Wam, że nawet jakby tak porównać 30 stopni tutaj i 30 stopni w Polsce - tutaj odczuwa się to o wiele bardziej, czuje się, jakby było o wiele cieplej. Duży wpływ na odczuwalność temperatury ma to, że jest tu duża wilgotność. Dlatego też jeśli człowiek się spoci, to ten pot nie leci z ciała, ale zostaje na nim, więc minuta i całe ciało jest lepkie, co nie jest zbyt przyjemne. Tutaj jest też tak, że jak leje deszcz czy jest burza, to po tym nie da się odetchnąć świeżym powietrzem, bo po burzach jest jeszcze cieplej niż przed. I jak się wyjdzie po deszczu na dwór to zauważy się ogromne ilości pary, bo ziemia jest tak nagrzana, że cały deszcz wyparuje w pięć minut. Jakby np. temperatura spadła nagle z 45 do 12 stopni, to zapewne narzekałabym, że strasznie mi zimno przy czym dzisiaj wieczorem i w nocy w Warszawie ma być ok. 11 stopni, a podobno jest lato.



Możecie być nieco zawiedzeni, że tylko tyle tu tego daję, no ale jakoś tak nic innego nie przychodzi mi do głowy szczerze mówiąc. A pisałam ten post tydzień, więc miałam czas na ewentualne poprawki czy na dodanie innych punktów. Ja tu mówiłam o Georgii, więc ciekawa jestem czy jest coś, co Wy dodalibyście jeśli chodzi o inne stany? Lub coś, co wiecie tylko ze słyszenia, bo mieszkacie w Polsce? :)

Do następnego!
Aga

0 التعليقات:

إرسال تعليق